Ślepota zwielokrotniona – czyli relacja ze spotkania z okazji 50 lat istnienia WSET.

14 Września w hotelu Le Regina w Warszawie miało miejsce wydarzenie niecodzienne. Z okazji 50 lat istnienia WSET, Andrzej Strzelczyk (Polish Wine Academy) dwukrotny mistrz i wielokrotny finalista Mistrzostw Polski Sommelierów, będący oficjalnym APP* wyżej wymienionej organizacji, zaproponował spotkanie pełne wrażeń. Głównie tych sensorycznych.

Program wydarzenia przedstawiał się następująco :

  • 10:00 – 12:00 6 Flights blind.
  • 12:30 – 15:00 Otwarte degustacja win od partnerów spotkania.
  • 14:30 – 15:30 Poczęstunek przygotowany przez Hotel Le Regina.
  • 15:30 – 17:00 Master class : Wina, których nie spróbujesz na kursach WSET.
  • 18:00 – … – Liba… znaczy się kolacja (mówiąc kolokwialnie „odpięcie szelek”, „luz na bani”, „zjazd do zajezdni”- godzinę zakończenia tej części spotkania oraz stan skupienia każdy uczestnik wybierał sobie sam … dominował stan płynny a godziny dotarcia na metę raczej jutrzejsze. Z całą mocą i stanowczością stwierdzam, że wyszliśmy daleko poza ramy tego co w starożytnej Grecji nazywano sympozjonem).

Tak więc sobota 10 rano, sala degustacyjna Hotelu Le Regina, 23 śmiałków którzy wiedzą o winie niejedno i z niejednej butli wino pili, zasiada do degustacji w formule 6 flights. Cóż to takiego? Więc jest to z pewnością formuła wymyślona przez jakiegoś nikczemnika, by pognębić młode (choć nie zawsze) i ambitne (z tym też różnie bywa) umysły sommelierów i znawców wina, formuła opresyjno – depresyjna, droga krzyżowa degustatorów. Gwoli wyjaśnień tzw. blind, czyli blind tasting, to po polsku nic innego jak degustacja w ciemno. Zasady tej branżowej zabawy są proste: degustujesz wino nie wiedząc co masz w kieliszku, czyli nie mając żadnych dodatkowych informacji poza tymi, które sam z wina wyciągniesz za pomocą swojego wzroku, węchu i smaku. W blindzie liczba win jest dowolna, a czas na opis zazwyczaj ograniczony i zależny od organizatora. 6 Flights blind to formuła analogiczna lecz odrobinę bardziej rozbudowana. Flight to inaczej set lub spolszczając: zestaw. Czyli 6 flights w tym wypadku oznaczać będzie 6 zestawów win. W Warszawie każdy zestaw liczył 3 wina i posiadał ramy tematyczne, o których uczestnicy dowiadywali się w momencie, gdy wina czekały już w kieliszkach – dla przykładu, jeden z setów złożony był z jednoszczepowych win czerwonych pochodzących z jednego kraju, każde z win pochodziło z innego regionu i zrobione było z innego szczepu inny set zawierał trzy wina białe z czego dwa z tego samego szczepu, każde z win było z innego kraju i co za tym idzie regionu. Zadaniem uczestników było odgadnięcie kraju i regionu pochodzenia, apelacji, szczepu lub szczepów użytych do produkcji oraz rocznika każdego wina. Czas: 10 minut na każdy flight … czyli uśredniając jakieś 3,30 minuty na każde wino z 18 degustowanych. Zamiast 6 flights formuła powinna się nazywać szybcy i wściekli, bo uwierzcie mi, różne uczucia targały ludźmi podczas tej degustacji … dobrze, że obyło się bez strat i samobójstw. Był za to dość często słyszalny śmiech, który określiłbym jako śmiech szaleńca, człowieka, który stracił wszystko, studenta historii, który w pytaniu za milion jako datę chrztu polski wskazuje numer na pogotowie antyterrorystyczne (996). Słowem znałem już brzmienie chorobliwego śmiechu tytułowego bohatera filmu „Joker” zanim ten wszedł do kin…

Butelki z 6 flights blind

Nierówna walka trwała około dwóch godzin. Nastąpiła dekonspiracja butelek, byśmy mogli się przekonać, jak daleko byliśmy od prawdy. Po tej odsłonie przestałem degustować, zacząłem po prostu pić. Żeby zapomnieć, żeby jakoś się pocieszyć, żeby może jakieś resztki szacunku do siebie uratować pokrętnym tłumaczeniem dlaczego pomyliłem sekta z szampanem. Uczucia targały mną rozmaite, między innymi chciałem cisnąć do kosza na śmieci pina wpiętego w kołnierz koszuli określającego mój poziom wtajemniczenia w arkana winiarskie jako zaawansowany. Szczęściem tego nie zrobiłem. Szczęściem okazało się, że na tle grupy nie jest tak źle. Podkreślę NA TLE GRUPY, bo generalnie popisówy nie było, a świadczą o tym liczby.

Gdy po żywej dyskusji opuściliśmy salę degustacyjną, organizatorzy zliczali punkty. Autor niniejszego posta obronił się na pozycji 5 z liczbą UWAGA 16,9 pkt-u … zapytacie ile było do zdobycia ? Odpowiem, acz niechętnie. Do zdobycia było punktów 90!!! Najlepszy z nas wycisnął z siebie wiedzę na poziomie ok 25 poprawnych odpowiedzi. Po raz kolejny w mojej zawodowej karierze blind tasting sprowadza mnie na ziemię i mobilizuje do jeszcze cięższej pracy nad swoimi umiejętnościami. Myślę, że może to powiedzieć każdy uczestnik 6 flights blind. Zaznaczyć trzeba, że chyba żaden z uczestników nie był w trybie konkursowym, ani nie trenował jakoś specjalnie przed spotkaniem w Warszawie, wszyscy traktowali to raczej jako cenne doświadczenie, sparing i dobrą zabawę, a sam prowadzący przyznał, że blind należał do bardzo trudnych. To tyle jeśli chodzi o tłumaczenie się przed samym sobą.

Resztę dnia spędziłem jak na sybarytę przystało: koncentrując się na luksusach życia doczesnego nie mając wobec siebie jakichkolwiek oczekiwań. Najpierw otwarta degustacja partnerów spotkania. Kilkanaście stoisk z wyśmienitym winem m.in. od Vini e Affini – z legendarnym już wręcz winem Bressan – czy Lutomski Wino oraz świeży niczym vinho verde projekt Master Sommeliera Piotra Pietrasa: Terroiryści – wina prawdziwe. Później krótka przerwa, w której Hotel Le Regina zadbał o nasze podniebienia i żołądki, żebyśmy nie padli przed kolejnym punktem programu, którym był master class pt. „Wina których nie spróbujesz na kursach WSET” – oczywiście wszystko degustowane w ciemno. I tak. Po raz kolejny Andrzej udowodnił, że zawsze może być jeszcze trudniej i jeszcze ciekawiej. Na master classie degustowane były wina, które sensorycznie bardziej prezentowały metodę produkcji i proces winifikacji niż terroir, czy charakter odmianowy. I tak degustowaliśmy nie dokończone sherry, czy wina leżące pod flor-em 2 i 6 lat, wina z Jury, Styrii, Czech utwierdzając się w przekonaniu, że być może życia nam nie wystarczy, by powiedzieć coś na pewno, ale warto to życie poświęcić, by choćby zbliżyć się do prawdy.

Wieczorem przyszedł czas na zasłużony relaks, oczywiście przy winie. Każdy z nas przygotował coś od siebie, by było przy czym i oczym rozmawiać. Rzecz działa się w akompaniamencie absolutnie przepysznego jedzenia w warszawskich KROMKI bistro.

To był długi dzień, pełen wrażeń i emocji ale przede wszystkim po brzegi wypełniony świetnym winem i rzetelną, profesjonalną, a przede wszystkim inspirującą wiedzą. Za to, w imieniu swoim i uczestników tego wydarzenia, wznoszę toast butelką dobrego Bolgheri 2008 za zdrowie gospodarza. Obyśmy nie musieli czekać kolejnych 50 lat na okazję do takiego spotkania. Sommelierów i entuzjastów wina charakteryzuje głębokie poświęcenie sprawie i może okazać się, że nawet nowoczesna medycyna nie uradzi, gdy będzie trzeba degustować w wieku lat 80. Formuła degustacji w ciemno może nabrać wtedy znaczenia całkiem dosłownego…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s